niedziela, 14 sierpnia 2016

Kontakt z Aniołami



Moi Kochani.
Piszecie do mnie często wiadomości z pytaniem, jak się skontaktować z aniołami i dlaczego pomimo usilnych prób Wam nie wychodzi.
Postanowiłam więc napisać kilka słów na ten temat.
Anioły są istotami bardzo subtelnymi i taki też jest ich sposób porozumiewania się. To nie jest tak, że poprosisz anioła żeby się pokazał i nagle przede Tobą pojawi się prawdziwy, skrzydlaty anioł, którego można dotknąć. To nie tak moi Drodzy.
Anioły to istoty Światła i Miłości to istoty, które są przedłużeniem Bożej  Miłości i Światłości. Bóg zesłał nam Anioły, żeby te nas prowadziły, pilnowały, pomagały, wspierały i chroniły, ale żeby to mogło się stać, my musimy najpierw wyrazić na to zgodę. Nie bez powodu Bóg podarował każdemu z nas wolną wolę. To nasze życie i tylko my możemy je przeżyć. Tylko my podejmujemy decyzje, tylko my podejmujemy kroki i działania w swoim życiu. Nikt nie może ingerować w nasze życie i w nasze sprawy bez naszej wiedzy czy woli. Dlatego anioły nie mogą zrobić nic za nas i nic bez naszej zgody czy wiedzy. Jedyny wyjątek stanowi zagrożenie naszego życia w momencie, kiedy jeszcze nie nadszedł nasz czas. W takich sytuacjach nasze anioły ingerują bez naszej zgody.
Wracając do rzeczy.
Zacznę może od pytania:
“Dlaczego nie widzę aniołów?”
Żyjemy w świecie negatywnych emocji, sytuacji, nasze jedzenie jest nafaszerowane chemikaliami, pestycydami i innymi świństwami, o których nawet nie mamy pojęcia, a które nie tylko nam szkodzą, ale także obniżają poziom naszej energii, zapychają i blokują nasze ośrodki energetyczne - czakry. To samo dotyczy różnych napoi (kawa, alkohol, różne sztuczne, słodzone napoje). Pakujemy w siebie kilogramy jedzenia i litry różnych płynów, które skutecznie blokują naszą intuicję, świadomość, nasze wyższe Ja i kontakt z subtelnymi energiami. To po pierwsze. Po drugie, czasem im bardziej czegoś chcemy, tym bardziej nam nie wychodzi a to dlatego, że czegoś oczekujemy, nasze oczekiwania się opóźniają lub nic się nie dzieje, albo też najprościej ujmując, nie widzimy nic, ponieważ nasze oczekiwania są inne niż to, co się dzieje i najzwyczajniej je przegapiamy wszystkie znaki i próby komunikacji. Zaczynamy się denerwować, co zazwyczaj prowadzi do zwątpienia. Stres, złość, żal, smutek - to są niskie energie i trudno nam się w sytuacjach stresowych skontaktować z aniołami. One są, mówią do nas ale my po prostu czasem nie słyszymy lub ignorujemy ich ciche podszepty. Po trzecie przed komunikacją z Niebiosami warto się wyciszyć. Można zapalić świeczki, włączyć spokojną muzykę, zapalić ulubione kadzidełko, wstawić świeże kwiaty do wazonu. Warto chwilę pomedytować aby nasz umysł trochę odpoczął, aby odciął się od otaczających nas problemów. Warto usiąść w ciszy, w miejscu, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Ja osobiście bardzo lubię mieć zasłonięte okna, żeby nie rozpraszało mnie światło. Lubię półmrok podczas sesji Reiki i medytacji.
Po kilku (kilkunastu) minutach możemy wezwać nasze anioły. Możemy albo skorzystać z gotowych modlitw/wezwań/próśb (modlimy się tylko do Boga, Anioły prosimy o pomoc itd. Słowo modlitwa jest tutaj umowne) lub po prostu używamy własnych słów, które powinny płynąć prosto z naszego serca.  Rozmawiamy z aniołem jak z najlepszym przyjacielem.  Możemy mu powiedzieć o tym co nas gryzie, trapi, smuci, przeszkadza, złości itd. Prosimy o wskazówki, pomoc, prowadzenie, znaki.  A potem tylko potrzeba nam cierpliwości, wiary i zaufania, że to co do nas przyszło, pochodzi z Niebios. I tutaj pojawia się drugie pytanie:
“Skąd mam wiedzieć, że mówi do mnie anioł i w jaki sposób anioły się z nami komunikują? ”
Anioły komunikują się z nami bardzo indywidualnie. Są osoby, które widzą, czują, słyszą albo wszystko jednocześnie. Jeśli np. masz zdolność jasnowidzenia, nie poczujesz anioła, ale go zobaczysz. Jeśli np. posiadasz dar jasnosłyszenia, nie zobaczysz anioła, ale go usłyszysz itd.
O komunikacji z aniołami możecie przeczytać w książkach Doreen Virtue.  Polecam jej książki z całego serca.
Żeby się jednak nie powtarzać, napisze o moich doświadczeniach.
Na początku, kiedy dopiero zaczynałam swoje życie z aniołami,  niewiele wiedziałam. Czytałam różne artykuły i na ich podstawie próbowałam się kontaktować lub zobaczyć anioły.  Na początku spodziewałam się, że oto nagle zjawi się wysoka postać o białych, puszystych skrzydłach, że poczuję dotyk na moim ramieniu, że anioł przemówi do mnie potężnym głosem - a tu nic z tych rzeczy.
Jak się okazało w praktyce, anioły komunikowały się ze mną poprzez intuicję i liczby!  Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, więc prosiłam o znaki. Takimi znakami były np. piórka, które z całą pewnością nie pochodziły od ptaka, monety, tęcze, które pojawiały się w różnych miejscach, nisko przelatujące obok mnie ptaki, głównie białe gołębie, chmury w kształcie serca, piórka a nawet anioła. Na wystawach w przeróżnych sklepach nagle rzucały mi się w oczy obrazy lub figurki z aniołami.  Później okazało się, że Anioły przemawiały do mnie poprzez słowa.  Były to różne zasłyszane przeze mnie rozmowy, na tematy, których akurat potrzebowałam, były to słowa piosenek, teksty z książek, artykułów itd. Często miałam tzw. momenty olśnienia, zwłaszcza w momentach, kiedy byłam totalnie przygnębiona i nie widziałam żadnego rozwiązania. Często pojawiały się przed moimi oczami ciągi liczb np. godziny 1:11, 5:55, 2:22, rejestracje samochodów i autobusów np. 555, 777, 888, 999, rachunki na 6.66, 11.11, 77.77 itd. Wtedy dowiedziałam się, że Anioły przekazują nam wiadomości właśnie poprzez ciągi cyfr. Nie było oczywiście przypadkiem, że trafiłam na książkę Doreen Virtue “Anielskie liczby”. Od tego dnia żadna liczba nie była już dla mnie tajemnicą. Bardzo pomocne okazały się karty anielskie Doreen Virtue, z których korzystam każdego dnia.
Minęło kilka lat od czasu, kiedy zaczęłam pracować z aniołami i na dzień dzisiejszy wiem, że anioły pojawiają się (w moim przypadku) w postaci świecących, połyskujących iskierek (gwiazdek), które na krótką chwilę pojawiają się w kąciku oka. Czasem są koloru białego - wiem, że to mój Anioł Stróż, zielonego to Archanioł Rafael, niebieskie to Archanioł Michał i fioletowe to Archanioł Zadkiel, który jest ze mną najczęściej - z przekazu wiem, że jest moim opiekunem.
Kiedy mam gorszy dzień, często czuję delikatne głaskanie po głowie i wiem, że to mój Anioł Stróż. Od jakiegoś czasu zaczęłam mieć bardzo wyraźne wizje aniołów podczas medytacji lub sesji Reiki, czasem anioły pojawiają się w moich snach, zawsze kiedy mój umysł jest wyciszony i spokojny, anioły manifestują się jako świetliste istoty.  
Moja (w tej chwili) 9-letnia córka również widzi anioły, ale ona (jak każde dziecko) widzi nie tylko anioły ale także energię, czakry, i różne dusze  (jeśli takowe się pojawiają, choć bardzo rzadko). Córka nie chciała nigdy rozmawiać z aniołami. Mówiła, że dziwnie się z tym czuje. Nigdy też nie nalegałam i nie zmuszałam jej do tego. Ale choć z nimi nie rozmawia, prosi je o pomoc i wsparcie. Zawsze wie kiedy anioły się pojawiają, bo ma zdolność do ich widzenia, odczuwania i słyszenia.  Pamiętam, jak córka była zaskoczona, że ja nie widzę tego co ona.  Myślała, że każdy z nas widzi, słyszy i czuje to samo. Ja np. czuję energię Reiki w dłoniach, ale jej nie widzę, córka natomiast ją widzi. Wierzę jej, bo opisywała mi rzeczy, o których przeczytałam w książkach, a zdarzyło mi się kilka razy, że dopiero po naszej rozmowie musiałam poszukać informacji na tematy o których rozmawiałyśmy.  Byłam zaskoczona wiedzą mojej córki, bo ona książek nie czyta (nie o duchowości, aniołach i ezoteryce). Skąd zatem wiedziała o pewnych rzeczach? Opisywała mi czasem różne szczegóły, rysowała obrazki i tłumaczyła co mam zrobić, by zobaczyć to co ona widzi. Dzięki niej moja świadomość się wzbogaciła a wizje stały się wyraźniejsze. Nie jest jeszcze tak, jakbym tego chciała, ale na dzień dzisiejszy jest o wiele lepiej niż kilka lat temu.
Dzieci widzą, słyszą i czują ale niestety z czasem zamykają się na te dary - zjawiska. Nie czują się dobrze kiedy o kimś lub o czymś opowiadają a nikt im nie wierzy.  Czasem wizje mogą je przerażać,  a ponieważ nie mają wsparcia ze strony rodziców, nie rozumieją tego co widzą, słyszą lub  czują i nie czują się bezpiecznie, dlatego się zamykają i tracą swoje naturalne zdolności/dary.
Jak więc widzisz, anioły są subtelne, delikatne i mają różne metody na kontakt z nami. Nie pojawiają się jako wielkie, skrzydlate istoty. I nie zrobią nic za nas. Zdarzyło mi się już kilkakrotnie, że kiedy podpowiedziałam komuś, aby poprosił o pomoc anioły, osoba zarzuciła mi “No jasne, może mi jeszcze powiesz, że anioł przyjdzie i zrobi to za mnie! ”
No niestety, nie na tym to polega. Anioły mogą nam pomóc na różne sposoby, poprzez podpowiedzi. Mogą nam podsunąć pomysł, ludzi, sytuacje, książki, artykuły, myśli itd. Mogą, lecz najpierw musimy je o to poprosić. I niech nikt nie liczy na to, że pieniądze zaczną spadać z nieba, a nowa miłość sama zapuka do drzwi. Jeśli potrzebujesz pieniędzy i poprosisz anioły o pomoc finansową, one podsuną Ci jakieś pomysły, które warto, abyś zaczął realizować. Być może podsuną ci ofertę pracy lub nagle znajomy powie ci, że w jego firmie szukają osób do zatrudnienia. Możesz również poprosić anioły o miłość, ale musisz wyjść z domu, iść na spacer, do kawiarni, do kina. Musisz się otworzyć na ludzi i nowe znajomości a anioły z pewnością pomogą Ci spotkać wielką miłość i przyjaciół.
Zachęcam zatem do kontaktu z Niebiosami. Zachęcam do czytania książek o aniołach  (z całego serca polecam Doreen Virtue i Dianę Cooper), i zachęcam do kupna anielskich kart.  
Spróbuj jeść ekologiczną żywność, świeże owoce i warzywa, ogranicz spożycie nabiału i mięsa. Unikaj cukru, kofeiny i alkoholu ale przede wszystkim zadbaj o wyciszenie umysłu, uzbrój się w cierpliwość i ufaj. Wprowadź codzienne spacery na świeżym powietrzu lub zacznij ćwiczyć. Słuchaj, ufaj i miej wiarę.  

Na koniec chciałam Wam pokazać w jaki sposób moja córka widzi anioły. Zdjęcie przedstawia Archanioła Zadkiela, którego córka widziała przy mnie. Stwierdziła jedynie, że "żałuje, że nie ma brokatu, bo wtedy wyglądałby idealnie".




Moja droga z Reiki

Reiki to wywodząca się z Japonii technika relaksu, redukcji stresów i
holistyczna metoda uzdrawiania, która polega na delikatnym przykładaniu dłoni i przekazywaniu uzdrawiającej energii.
Reiki polepsza samopoczucie, relaksuje,  i choć nie zastąpi lekarza, wspomaga leczenie wielu chorób a także pomaga poprawić jakość życia.
Przygodę z energią Reiki rozpoczęłam w połowie 2012 roku. Po kilku sesjach Reiki na odległość, zdecydowałam, że chcę przejść przez inicjację pierwszego stopnia, bo dzięki temu, będę miała dostęp do Reiki codziennie i będę mogła pomagać innym ludziom. Mąż często narzekał na bóle pleców, znajomi czasem chcieli się zrelaksować lub pozbyć kataru, a dzięki Reiki drugiego stopnia mogłam pomagać na odległość również mojej rodzinie, która mieszka daleko ode mnie. 
Trochę trwało zanim się zdecydowałam, ale udało się. Po kilku miesiącach zostałam praktykiem Reiki pierwszego stopnia. 
Ponieważ w moim rodzinnym domu moje dwie małe siostrzenice często chorowały, po 7 miesiącach praktyki na sobie, znajomych, rodzinie, kwiatkach i zwierzątkach, zdecydowałam się na drugi stopień Reiki. Dzięki temu mogłam pomagać mojej rodzinie na odległość. 
Na drugim stopniu chciałam zakończyć. Nie myślałam o trzecim, mistrzowskim stopniu, ponieważ nie uważałam siebie za dobrego nauczyciela. Nie potrafiłam sobie wyobrazić samej siebie w roli nauczyciela i to w dodatku prowadzącego seminaria Reiki a co dopiero udzielanie inicjacji innym.
Cieszyłam się z mojej praktyki i małych osiągnięć jak np. uzdrowienie chomika, ożywienie moich kwiatów, obniżenie gorączki podczas choroby mojej córci, zminimalizowanie bólu pleców mojego męża, pomoc w bezsenności itp. Było mi z tym dobrze. Wszystko się zmieniło, kiedy któregoś ranka obudziłam się z silną potrzebą przystąpienia do inicjacji trzeciego stopnia. Po co mi trzeci stopnień? Pytałam samą siebie. Przecież nie miałam zamiaru zostawać mistrzem-nauczycielem więc o co chodzi? Poza tym trzeci stopień Reiki to nie lada koszt. Nie miałam takich pieniędzy.
Nie mogłam jednak o tym przestać myśleć. Coś do mnie krzyczało, że nadeszła odpowiednia chwila na ostatnią inicjację. Skontaktowałam się z moja mistrzynią, nauczycielką i moją wspaniałą przewodniczką. Po krótkiej rozmowie, moja mistrzyni stwierdziła, że jestem gotowa i mogę przejść ostatnie dostrojenie. Pieniążki nagle się znalazły i po kilku dniach przeszłam ostatnią inicjację. 
Nie zdecydowałam się na nauczanie o Reiki. Uważam, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas, to i tym się zajmę, podobnie jak z inicjowaniem innych osób. Po co więc zrobiłam trzeci stopień? 
Dzięki temu Reiki bardziej się we mnie "zadomowiło". Wyraźniej czuję przepływ Reiki podczas sesji, a ponieważ jestem osobą wrażliwą i ludzie często zwierzają mi się ze swoich problemów, mistrzowski znak Reiki pomaga mi chronić samą siebie. Być może nie nadszedł jeszcze mój czas na nauczanie, ale to nigdy nie było moim celem. Wiem jednak, że kiedy pojawi się uczeń, będę gotowa i będę mogła go wesprzeć i poprowadzić tą piękną drogą, jaką jest Reiki - przepiękna, uniwersalna, delikatna i inteligentna energia miłości, ciepła i cudów. 
Reiki jest zarówno moim doradcą, moim lekarzem, choć jeśli trzeba, Reiki zawsze prowadzi mnie do dobrych i odpowiednich specjalistów, bo jak wcześniej wspomniałam, Reiki nie zastępuje lekarza i czasem trzeba wybrać się na kontrolne badania lub po prostu zasięgnąć porady specjalisty. Reiki pomaga zasypiać kiedy męczy mnie bezsenność, pomaga kiedy pojawia się przeziębienie lub grypa, i dzięki Reiki pomagam moim bliskim i tym, którzy tego potrzebują.
Reiki pomogła znaleźć mi dom, kiedy musiałam się szybko przeprowadzić, wspierała i chroniła mnie i moją rodzinę podczas podróży z Anglii do Polski i w drodze powrotnej.
Energia Reiki ma dobroczynny wpływ na całą naszą rodziną i pomaga nam zawsze, kiedy tego potrzebujemy. 
Jeśli i Ty potrzebujesz wsparcia, pomocy, lub chociażby chwili relaksu, zapraszam Cię serdecznie.


- zdjęcie znalezione dawno temu w internecie, nie znam źródła jego pochodzenia

czwartek, 11 sierpnia 2016

Keep it simple - nie komplikuj

Dziś dotarło do mnie coś oszałamiającego i jednocześnie  coś bardzo prostego: 
NIE KOMPLIKUJ sobie życia.  
To,  że coś jest proste, nie znaczy, że jest złe czy gorsze.  Czasem idąc przez życie szukamy różnych rozwiązań i niejednokrotnie wybieramy drogę kręta i wyboistą. Szukamy czegoś,  co nam pomoże,  kombinujemy i wyrywamy sobie włosy z głowy - w przenośni, kiedy tak naprawdę najlepiej jest po prostu nie komplikować sobie sprawy i życia. 
Niech Twoje życie będzie proste, przyjemne i radosne. 
Bierzmy przykład z dzieci.  One są beztroskie, bezproblemowe i postępują w prosty sposób. 
Zatem 
KEEP IT SIMPLE - NIE KOMPLIKUJ 


wtorek, 9 sierpnia 2016

Nie bój się mieć marzenia



"Musisz uwierzyć w swoje marzenia, by trwać przy nich, nawet gdy nie będzie to łatwe. Musisz mieć odwagę, by obstawać przy swoim i bronić marzeń, nawet gdy inni nie okażą zrozumienia lub będą z nich szydzić. Miej więc wzrok utkwiony w horyzont i poczucie, że to, co robisz, jest dla ciebie dobre. Odważ się być tym, kim chcesz, na przekór przeciwnościom, mimo dezaprobaty innych. Znajdź w sobie determinację, by przetrwać wszystkie przeciwności losu. Bądź osobą silną i niezależną. (...) Nikt nie żyje twoim niepowtarzalnym życiem, nikt nie znajduje się w Twoim położeniu, nie czerpie z życia tych nauk, które ty czerpiesz. Tylko ty możesz to zrobić. Nie jesteś w stanie zmienić świata ani innych ludzi. Jeśli jednak chcesz zmienić swoje życie, możesz zmienić siebie."
Ruth Searle


poniedziałek, 4 lipca 2016

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mojemu tacie.

Jest w moim sercu jakaś tęsknota. Coś we mnie tęskni i czuję się niekompletna. Mam poczucie braku czegoś, co jest dla mnie bardzo ważne, to coś, co jest częścią mnie, ale nie wiem dokładnie co to jest. Może brzmi to dziwnie, może pretensjonalnie. Nie potrafię tego wyjaśnić. Być może to wina dzisiejszej pogody. Niebo jest szare i pada drobny deszcz. Dookoła panuje cisza i spokój. W moim sercu nadal chowa się smutek po śmierci mojego taty. Dziś mija dopiero 3 tygodnie od jego śmierci. Byłam z tatą w ostatnich dniach jego życia. Widziałam w jego oczach ból, smutek, żal i złość. Było tam tyle emocji i tyle bezradności. Do dziś mam przed oczami jego bezradny, pełen cierpienia wzrok. Chciałam mu pomoc. Chciałam by wyzdrowiał. Nie udało się. Dwa lata zmagań i nieopisanego bólu. Myślę, że to i tak zdecydowanie za dużo. Nie wiem co dzieje się z nami po śmierci. Wierzę, że kiedy nasze dusze opuszczają nasze ciała, czują się wolne i szczęśliwe, że mogą wreszcie przestać cierpieć. Nie chcę się zagłębiać w proces śmierci i opuszczania ciała przez duszę. Nie chcę pisać o tym, co dusza czuje i jak długo to wszystko trwa. Chcę jedynie wierzyć, że po opuszczeniu ciała, dusza osiąga spokój i wolność. Mam nadzieję, dusza mojego taty zaznała już spokoju.
Dwa lata temu u mojego taty zdiagnozowano stwardnienie zanikowe boczne. W dniu diagnozy postawiono wyrok śmierci. To nieuleczalna, postępująca, śmiertelna choroba.
Na początku próbowaliśmy wielu rzeczy. Były zioła, olej kokosowy, specjalna dieta bezglutenowa, soki noni, witaminy, masaże, medytacje, modlitwy, afirmacje, kody uzdrawiania, dwupunkt, Reiki, przeszczep komórek macierzystych i wiele, wiele innych rzeczy. Nic nie pomogło. Kiedy tata przestał wierzyć w powodzenie i możliwość wyzdrowienia - poddał się. Choroba po prostu go zabrała. Ile bólu i cierpienia doświadczył, wie tylko on i inne osoby cierpiące na SLA. Ile poświęcenia, nieprzespanych nocy, łez, strachu i bezradności doświadczyła moja mam i siostra, które opiekowały się tatą, wiedzą tylko one i osoby, które opiekują się osobami chorymi na SLA. Mieszkam zagranicą. Nie mogłam z nimi być przez cały czas. Wspierałam rodzinę słowem, modlitwą i finansowo. Tylko tyle mogłam zrobić. Ale byłam z tatą w ostatnich dniach jego ziemskiej wędrówki. Patrząc w jego oczy, czułam jego ból, żal i bezradność. Widzę do dziś jak w szpitalnym łóżku walczy o każdy oddech. Pomimo tracheotomii, oddychanie było dla niego bardzo trudne. W ostatnich dniach swojego życia mógł tylko bezwładnie leżeć i czekać co przyniesie kolejny dzień, kolejna godzina. Każdy ruch,  każdy oddech, każde mrugnięcie sprawiało mu ból. I nawet morfina nie była w stanie całkowicie zabrać tego bólu. Nie mogliśmy być z tatą przez cały czas. Tata był na oddziale intensywnej terapii. Tylko dwie godziny dziennie mogliśmy z nim być. Czy to wystarczy komuś cierpiącemu i umierającemu? Nie sądzę. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić co tata czuł, kiedy tak bezwładnie leżał i czekał aż ktoś przyjedzie.
Choroba zabrała mu wszystko. Na początku przestały pracować jego ręce. Nie mógł sam jeść, pić, podrapać się... Nie mógł obetrzeć potu z czoła, nie mógł sam skorzystać z toalety, nie mógł wydmuchać nosa kiedy go dopadł katar....mama i siostra były z nim cały czas. Po kilku miesiącach zaczęły się problemy z nogami i choć tata walczył do samego końca, nadszedł dzień, kiedy nie był w stanie zrobić już sam nawet kroku. Kilka miesięcy przed śmiercią zaczęły się poważne problemy z oddychaniem i mówieniem. Miesiąc przed śmiercią doszło do zachłystowego zapalenia płuc - o ile dobrze pamiętam nazwę. Tata zaczął się dusić. Mama wezwała pogotowie i od tego czasu tata był w szpitalu. Przez miesiąc był podłączony do aparatury, która pomagała mu oddychać. Nie mógł się ruszyć, nie mógł mówić, nie mógł zrobić nic. Leżał. Przez pierwsze kilka dni można się była z nim porozumieć przez alfabet spisany na kartce. Tata mógł jedynie poruszać oczami. Niestety kiedy przyleciałam do domu (tydzień przed jego śmiercią), tata był bardzo słaby i nawet oczami nie mógł ruszać. Nie było z nim kontaktu. Kiedy nie spał, patrzył tylko przerażonym wzrokiem, pełnym bólu i bezradności. Łzy spływały mu po policzkach a my nie potrafiliśmy mu pomóc. Nie mogliśmy nic zrobić.
Najgorsze w tej chorobie było to, że pomimo całkowitego bezruchu, pomimo, że nie mógł mówić, przez cały czas był świadomy. Słyszał, widział i czuł. To było najgorsze zarówno dla niego jak i dla nas. Ciężko było kończyć odwiedziny w szpitalu i wiedzieć, że zostaje tam sam, zdany na łaskę i niełaskę pielęgniarek. Jak stwierdziła pani ordynator, tata był pierwszym pacjentem z tą chorobą na ich oddziale i personel niestety nie był przygotowany do opieki nad nim. Roblili co mogli, ale to nie była zwykła choroba.
Myśląc o tym wszystkim, z jednej strony czuję ogromny smutek w sercu, że tata odszedł. Jest mi bardzo przykro, że tak bardzo cierpiał. Nie potrafię tego opisać słowami. Ale cieszę się, że jego cierpienie dobiegło końca.
Za 3 dni tata ma urodziny. Skończyłby 59 lat.
Spoczywaj w pokoju tatusiu.

Tak w skrócie mogę opisać dwa lata ciężkiej i przerażającej choroby. Tego się nie da opisać.
Chcę tutaj bardzo podziękować wszystkim osobom, które jakiś czas temu pomogły nam zebrać pieniążki na przeszczep komórek macierzystych dla taty. Pamiętam, że tata jadąć na ten przeszczep, ze łzami w oczach powiedział "Mam nadzieję, że osobiście będę mógł podziękować wszystki i każdemu z osobna".
Niestety nie udało się. Dlatego w imieniu taty ja dziś dziękuję za wsparcie i pomoc.
Dziękuję również wszystki, którzy modlili się za mojego tatę, zarówno o zdrowie jak i później o spokój jego duszy po śmierci.
Dziękuję również za wszystkie kondolencje, za wyrazy współczucia, za dobre słowa i Wasze wspaniałe serca.
Dziękuję.


czwartek, 19 maja 2016

Talia Doreen Virtue "Przesłania Aniołów każdego dnia inne"

Pomyślałam, że dziś napiszę kilka słów na temat jednej z talii kart, które kupiłam dawno temu, a które bardzo lubię.
Mam kilkanaście talii kart i szczerze mówiąc lubię wszystkie, ale dziś chciałam napisać właśnie o tej:



Nie pamiętam dokładnie kiedy kupiłam tę talię, ale wiem, że nie była to moja pierwsza talia anielskich kart. Niemniej jednak, jest to idealna talia kart dla osób, które chcą rozpocząć swoją przygodę z Aniołami.
Wybrałam kilka kart, aby pokazać jak one wyglądają. Ich przesłania są proste, zrozumiałe i wartościowe. 


Jak widać na tej karcie, wiadomość od Aniołów jest bardzo wyraźna. 
Anioły zauważyły że ostatnio dużo od siebie dawaliśmy a w zamian nie otrzymywaliśmy wystarczająco. To może prowadzić do naszego znużenia, obniżenia naszej energii, co z kolei może doprowadzić do pogorszenia nastroju, samopoczucia, poczucia, że jest się niedocenianym, nie dość dobrym itd.  Anioły przypominają nam, że aby zachować balans i harmonię w życiu, musimy nie tylko dawać ale i otrzymać w zamian, bo kiedy panuje równowaga dawania i przyjmowania, poziom naszej energii wzrasta a to z kolei prowadzi do naszego dobrego samopoczucia, dobrego humoru i motywacji.
Przesłanie karty jest więc jasne i proste : "NAGRADZAJ SIĘ" - czyli nie zapominaj o sobie.
Do talii kart jest również dołączona książeczka - przewodnik, w której znajduje się szczegółowy opis każdej z kart. I tak np. opis tej karty brzmi:

"Wylosowałeś tę kartę, ponieważ nadszedł czas, żeby nagrodzić się za własną ciężką pracę. Każdy potrzebuje nagrody, a ty nie jesteś wyjątkiem. Przyjemność doda ci energii, poprawi nastrój i podniesie motywację. Zainwestuj w siebie i znajdź dzisiaj czas dla siebie. Podaruj sobie upragniony przedmiot, wycieczkę czy zajęcie i zauważ, jak twoje wewnętrzne dziecko rozkwita radością dzięki poświęconej mu uwadze"

To główne wyjaśnienie tej karty. Można tutaj od razu zauważyć, że Anioły przypominają nam również, że w każdym z nas nadal mieszka małe dziecko, które zasługuje na uwagę. Kiedy nasze wewnętrzne dziecko jest szczęśliwe, nasze życie jest radosne i piękne. 
Prócz ogólnego znaczenia kart, są dodatkowe znaczenia każdej z nich. I tak np. dodatkowymi znaczeniami karty "NAGRADZAJ SIĘ" są:

- zrób sobie dzisiaj dzień wolny od pracy
- nie skąp sobie przyjemności
- zrównoważ dawanie i przyjmowanie
- pozwalaj sobie na przyjmowanie
- doceniaj wszystko, co zrobiłeś

Tak więc karty mają piękne, łatwe w odczytaniu i zrozumieniu przesłania.
Ponieważ na każdej karcie główne przesłanie jest opisane pod obrazkiem, nie trzeba nawet zaglądać do książeczki, aczkolwiek polecam :)

Karty w tej talii mają piękne złote zdobienia na brzegach (choć z tego co wiem, wszystkie talie Doreen Virtue mają złote zdobienia). Dodaje to kartom szczególnego uroku, choć szczerze mówiąc, nie jest to praktyczne - używając kart, złoty kolor po prostu "znika". 
Zrobiłam również zdjęcie. Mam  nadzieję, że widać dokładnie co mam na myśli.



 Co jeszcze mogę dodać na temat tych kart? 
Piękne kolorowe obrazki, proste, zrozumiałe przesłania, książeczka z opisem każdej z kart.
Karty zawierają przesłania na każdy dzień, można więc losować codziennie jedną kartę, lub próbować własne rozkłady ;)
Świetna talia, pełna pozytywnej energii, anielskich wibracji, idealna dla początkujących, choć niekoniecznie ;) 
Polecam :)
W razie pytań, proszę pisać :D

Na koniec pokażę Wam inne karty z tej talii.








- karty i opis karty 
Wydawnictwo Studio Astropsychologii ... coś więcej niż psychologia

Witam cieplutko :)

Kiedyś, ktoś powiedział, że jak się pisze artykuły i prowadzi blogi, to nie powinno się używać innych znaków niż przestankowe/interpunkcyjne, a ja bardzo lubię dodawać różne buźki, zwłaszcza kiedy jestem radosna i mam dobry humor, aby właśnie pokazać co czuję :)
Może takie wpisy nie wyglądają profesjonalnie, ale też nie jestem profesjonalną pisarkę, więc chyba nikt się nie obrazi, jak od czasu do czasu użyję buźki :-D Po prostu, wyobraź sobie, że właśnie się do Ciebie uśmiecham :D
Oczywiście jeśli chodzi o różne dokumenty i sprawy urzędowe itp, nigdy nie używam takich dziwnych znaczków ;-)
Ale nie o buźkach chciałam pisać ;)
Przejdźmy więc do tematu :)

Jako mała dziewczynka, tak mniej więcej jak rozpoczęłam szkołę podstawową, zawsze pociągało mnie pisanie opowiadań. Jak nastolatka pisałam straszne horrory i trzymające w napięciu thrillery, a żeby zaskoczyć czytelnika - uśmiercałam głównego bohatera. Do dziś pamiętam, kiedy miałam 11 lat, napisałam historię miłości dwojga młodych kochanków, którym nie było dane być razem. W opowieści tej była miłość, przemoc, mafia, zbrodnia, kara, odkupienie, wolność i niestety, mój główny bohater zmarł w ramionach swojej ukochanej. Moja mama czytała tę historię z zapartym tchem, a kiedy doszła do końca - rozpłakała się. Spojrzała na mnie i zapytała "Dlaczego uśmierciłaś tego chłopaka?". No cóż, dlatego, że wszyscy się spodziewali, że to będzie piękna, miłosna historia z pięknym zakończeniem w rodzaju "i żyli długo i szczęśliwe". Właśnie dlatego, chciałam, aby moja historia była zaskakująca i nieprzewidywalna :) 
Tak, lata mojej młodości były piękne, pełne pasji do pisania, pełne wierszy, historii, opowiadań, zwierzeń w pamiętnikach (a miałam tych pamiętników bardzo dużo , w różnych rozmiarach i kolorach). Zeszyty, ołówki, długopisy, papeterie  to był mój świat. Do dziś jak widzę półki z zeszytami mam ochotę kupić wszystkie :D Przyznam się, że czasem kupuję różne zeszyty z zamiarem ponownego pisania, ale kończy się zwykle na tym, że córka zabiera moje zeszyty i albo sama coś pisze albo rysuje, maluje i koloruje :) Swoją drogą, moja córcia pisze piękne historie, chyba ma to po mamusi :D Oby to zamiłowanie jej zostało i oby w przyszłości chciała kontynuować :D
Rok temu (miała 7 lat), miała na zadanie domowe napisać wymyśloną historię. Córka bardzo się ucieszyła i w bardzo krótkim czasie powstała piękna książeczka z pięknymi obrazkami jej autorstwa. Ponieważ mieszkamy w Wielkiej Brytanii, książeczka oczywiście została napisana w języku angielskim ;) Wyobraźcie sobie dumę mojej córki, kiedy nauczycielka pochwaliła jej pracę, a potem na głos przeczytała tę historię przed całą klasą, a na koniec wszyscy bili jej brawo :D 
Bardzo chciałabym znowu zacząć pisać, odzyskać moje natchnienie, moją wenę, chęci i wspaniałe pomysły, które nie tylko powinny zachwycać czytelnika, ale też dawać do myślenia i pomagać w zrozumieniu siebie i życia. 
Jak to się stało, że przestałam pisać? Nie wiem, nie pamiętam. Po prostu przestałam pisać a kilka lat później, zdałam sobie sprawę z tego, że od dawna nic nie napisałam. Niestety ponowne próby napisania czegokolwiek nie powiodły się. No, może nie zupełnie. Udało mi się napisać kilka artykułów, ale nic poza tym. Brak mi weny, odwagi, chęci, pomysłu... sama nie wiem czego.
I teraz pojawia się pytanie, po co właściwie to wszystko piszę? Po to, aby zacząć, aby nie zapomnieć o przeszłości o swoich marzeniach, aby pokonać blokady, które mnie powstrzymują przed pisaniem. 
Być może pisząc cokolwiek, któregoś dnia okaże się, że napisałam coś pięknego, wartościowego, pomocnego, albo po prostu, że dzięki pisaniu niczego, moja dusza nagle odżyła i pomoże mi pisać na nowo :)
Poza tym, prowadzenie bloga i różnych stron wymaga wpisów, chociażby od czasu do czasu ;)
Jak to się mówi "nie od razu Rzym zbudowano" i  "małymi kroczkami do przodu".
Nikt przecież nie musi tego czytać ;) Niech to jest po prostu zachętą dla mnie :)
Niech ten wpis jest dla mnie przypomnieniem, że kiedyś chciałam pisać, że to było moim marzeniem, które przecież mogę spełnić, zwłaszcza teraz, kiedy wiem, że marzenia się spełniają :D Właśnie teraz, kiedy wiem, że sami kreujemy swoje życie :)